Justyna Miąc
Z wykształcenia jest biologiem morza, a zawodowo jest związana z UG. Taniec był obecny w jej życiu, ale raczej na jego marginesie. Teraz zdecydowanie zaczął odgrywać dużo ważniejszą rolę, a stało się to za sprawą tańca hawajskiego, który od chwili poznania budzi jej nieustający zachwyt i fascynację. A stało się to ponad 2 lata temu, w listopadzie 2007, kiedy to w Trójmieście organizowany był pierwszy, prowadzony przez Małgorzatę Szokalską z Warszawy (założycielkę pierwszej Szkoły Tańca i Masażu Hawajskiego MOC ALOHA) warsztat Hula. Decyzję o wzięciu w nim udziału Justyna podjęła błyskawicznie. To był impuls. Nie było we niej odrobiny wahania, czy zastanowienia. Co ciekawe, od roku nosiła się z zamiarem zapisania na warsztaty tańca brzucha, w renomowanej szkole, tu na miejscu w Trójmieście, z możliwością cotygodniowego uczestnictwa. Na planach się skończyło. Informacja o Hula przyszła do niej tuż przed samym warsztatem. Ale to nie przeszkodziło jej w szybkim skompletowaniu stroju. A, że spotkanie odbywało się bezpośrednio po Święcie Wszystkich Zmarłych, na jej strój złożyło się między innymi jej pierwsze, własnoręcznie wykonane lei (naszyjnik) z pięknych, ognistych chryzantem z poświątecznej wyprzedaży!
Niezwykłymi i głęboko zapadającymi w serce były i są dla niej wszystkie spotkania z moimi nauczycielami Hula z Hawajów: Susan Pai’niu Floyd, Raylene Ha’alelea Kawaiae’a oraz Frankiem Kawikapuokalani Heweet’em. Z tym ostatnim, miała, po raz pierwszy okazję i szczęście spotkać się podczas jej podróży na Hawaje w lutym tego roku. Podróży, podczas której oprócz nauki Hula „u źródeł”, mogła smakować i poznawać wszystkimi zmysłami „hawajskość”, ale przede wszystkim doświadczać obecnego tam na każdym kroku Ducha Aloha.
Nauka tańca Hula, nie jest dla niej jedynie poznawaniem nowych kroków, gestów, jest to także zgłębianie tradycji, kultury i filozofii hawajskiej. W odróżnieniu do innych starożytnych kultur, hawajska przez długie lata była ukryta przed światem i to zarówno z powodu położenia geograficznego jak i z powodu wydarzeń historycznych. W dużej mierze uchroniło ją to przed wpływem cywilizacji i pozwoliło przetrwać w pierwotnej, mało zmienionej formie. Na szczęście dzisiaj możemy już czerpać z niej inspirację i mądrość. Nie ma lepszych od Hawajczyków nauczycieli jak szczęśliwie i radośnie przejść przez życie, bez stresów, niepokojów, napięć i ograniczeń. I to ujęło i zachwyciło Justynę.
Obecnie Justyna tańczy Hula głównie dla siebie samej i taniec jest jej formą medytacji, medytacji dynamicznej. Po dwóch latach wie jak ważne jest dla niej systematyczne, najlepiej codzienne, spędzanie kilkudziesięciu minut z Hula. Justyna: “Dłuższa przerwa powoduje, że tracę radość życia, nastrój mi się pogarsza, samoocena, akceptacja siebie i poczucie własnej wartości także podupada. Spośród znanych mi do tej pory „wspomagaczy” nastroju, Hula okazało się być najlepszym. Na swój prywatny użytek nazywam je moim „osobistym kołem ratunkowym”, niezwykle pomocnym przy pokonywaniu różnych przeciwności losu, a także usuwaniu wszelkich dolegliwości duszy i ciała.Mojej przygodzie z Hula towarzyszy nieustające zadziwienie, że ma w sobie COŚ, coś bardzo niezwykłego i niewytłumaczalnego, a co sprawia, że jest we mnie wewnętrzna potrzeba by się tym tańcem, jego magią i pięknem dzielić z innymi, wyrażając w ten sposób swoje uczucia, myśli, pragnienia i wdzięczność. Dlatego też tańczę dla moich przyjaciół i bliskich mi osób.”
Latem ubiegłego roku Małgosia Szokalska, zaproponowała Justynie, żeby zaczęła uczyć podstaw Hula. Zdziwiła się uważając, że to ona sama potrzebowała nauczyciela. Zdecydowała jednak, że podejmie się tego zadania, ufając intuicji i doświadczeniu nauczyciela oraz myśli, że „najwięcej uczymy się ucząc innych”. Tak też się stało. Zaczął się kolejny, niezwykle ekscytujący etap jej przygody z Hula.
czytaj o warsztatach…





